Nowy blog

•Marzec 17, 2011 • 2 komentarze

Uwaga!
Rozpocząłem prowadzenie nowego bloga (tym razem fotograficzno-dźwiękowego), pod adresem:
mysliborski.com/blog/ <- zaktualizujcie proszę linki i zakładki. Ten blog tutaj nie będzie kontynuowany.

Zdjęcia z Ladakhu i Zanskaru

•Czerwiec 5, 2009 • 13 komentarzy

Na mojej stronie www opublikowałem właśnie nową galerię zdjęć z Ladakhu i Zanskaru:
http://mysliborski.art.pl/gallery_sv.php?katId=42

Zapraszam do oglądania, i zachęcam do komentowania :).

Swieta w Mizoram

•Styczeń 10, 2009 • 16 komentarzy

Kiedy patrzy sie na Aizawl, stolice stanu Mizoram w Indiach, z oddali, ciezko uwierzyc, ze takie miasto jest w ogole mozliwe. Kiedy przyjrzec sie mu z bliska, wrazenie sie tylko poteguje.

Zbudowane jest na szczytach wzgorz tak stromych, ze skonfrontowane, nasze Tatry szybko stracilyby swoja dumna wynioslosc, a Gorale, ktorzy zbudowali Zakopane u ich stop, zawstydzeni uznaliby sie za Ceprow. Bo dopiero Mizo to prawdziwi ludzie gor, doliny zostawiajac dla malarycznych komarow i dzikich zwierzat, sami od wiekow konstruowali swoje osady tak wysoko, jak to tylko mozliwe.

Wiec kiedy przyszlo im zbudowac nowoczesne miasto, zrobili w jedyny sposob jaki znali. W efekcie skrzyzowania w Aizawl sa niemal pionowe, jazda ulicami miasta przypomina przejazdzke kolejka gorska, a do mieszkan wchodzi sie na ostatnim pietrze, i schodzi w dol niczym do piwnic, jednak nawet na samym dole sa okna.

Mizoram to nie Indie. Oczywiscie, w geograficznym sensie to jeden ze stanow tego kraju, ale kulturowo i etnicznie nie ma on zbyt wiele wspolnego z Rajasthanem czy Assamem. Mieszkancy przypominaja z wygladu swoich sasiadow z Birmy czy Tybetu, i niemal w 100% wyznaja chrzescijanstwo. Nie ogladaja filmow bollywoodzkich, nie sluchaja hinduskiej muzyki, jadaja ze smakiem wolowine, wieprzowine, a mlodziez w ubiorze i fryzurze nasladuje raczej styl podpatrzony w koreanskiej telewizji. No i najwazniejsze, nikogo tu nie obchodzi krykiet. Liczy sie tylko football.

Trafilem tu 23 grudnia, prosto w wir swiatecznych przygotowan. Ulicami przewalaly sie tlumy ludzi, robiacych ostatnie zakupy. Z glosnikow saczyla sie „christmasowa” muzyka, stragany udekorowano gwiazdkami i kiczowatymi podobiznami sw. Mikolaja.  Na jednym z placykow nawet sprzedawali choinki, a przynajmniej jakies drzewka do nich podobne. Dyskretnie urwalem sobie galazke do udekorowania mojej klitki w hotelu „Imperial”.

Mimo dumnie brzmiacej nazwy, hotel byl obskurny jak rzadko.  Moj pokoj z trudem miescil lozko, kreslo, malutki stolik i moj plecak. Na stole lezala Biblia,  zas sciany dekorowaly nasmarowane dlugopisem wulgarne obrazki.

W Mizoramie oficjanie  obowiazuje prohibicja, nie ma wiec barow. Wszystkie kafejki internetowe okupowane byly przez dzieciaki, mordujace sie wzajemnie w ktorejs z  kolejnych mutacji „Quake’a”, w poszukiwaniu jakiejkolwiek rozrywki zatem udalem sie do jedynego w miescie centrum handlowego, jednak dzikie tlumy w srodku szybko wyploszyl mnie na zewnatrz. Tu natychmiast namierzyla mnie grupka licealistow.

„Mister, mozemy sobie zrobic z toba zdjecie?” – spytali.

Po sesji zdjeciowej – musialem pozowac zarowno do zdjec grupowych, jak i do calej serii indywidualnych – jeden z chlopakow spytal mnie:

„A wlasciwie to co tu robisz?”

„Jestem turysta” – odparlem.

„Terrorysta?” – oczy chlopaka zrobily sie okragle niczym spodki filizanek, i wyraznie pobladl, szybko jednak wyjasnilem im roznice.

W drodze powrotnej zaczepil mnie jakis facet, tym razem z pytaniem o to, skad jestem.

„Z Polski” – odpowiedzialem grzecnie.

„Polska? Polska.. A, juz wiem! To w Ameryce Poludniowej!” – wykrzyknal triumfalnie.

„Nie, nie, zupelnie nie. W Eu..” – zaczalem wyjasniac, ale nie dal mi dokonczyc.

„No tak, masz oczywiscie racje. Pomylilem sie, ale teraz juz wiem gdzie. Bardzo blisko Australii” – oswiadczyl tonem nie znoszacym sprzeciwu, wiec tylko przytaknalem:

„Tak, tak.. rzut beretem doslownie”.

Na Wigilie udalem sie do Ronalda, znajomego Shiry i Avidana (o nich przy innej okazji).

Bylem bardzo ciekaw, jak wyglada wieczerza wigilijna w Mizoram. Jakie sa tradycje, jakie sie je potrawy…

Ku mojemu glebokiemu rozczarowaniu, okazalo sie, ze zadne. Wiekszosc Mizo to protestanci, i wigilii jakos specjalnie nie obchodza , a ze tu sie zwykle je wieczorny posilek miedzy 16 a 18, kiedy przybylem, wszyscy byli juz po obiedzie.

Za to zalapalem sie na nabozenstwo. Z poczatku zapowiadalo sie nawet niezle, grali na bebnach i spiewali, i bylo calkiem klimatycznie, ale przestali po 3 minutach. Na mownice wyszedl pastor, i rozpoczal kazanie w jezyku mizo. I mowil przez bita godzine. Nawet miejscowi momentami wymiekali. Coz, jesli komus msze w Polsce wydaja sie nudne, zapraszam do Mizoramu.

 Poznym wieczorem Salvation Army organizowala koncert swiateczny, na ktory postanowilem wybrac sie z Ronaldem i jego przyjaciolmi.

Przed ogromnym kosciolem zmontowano scene, przed ktora klebil sie tlum, w wiekszosci mlodych i mniej czy bardziej wstawionych, ludzi. Wiekszosc wygladala jak z teledyskow „Tokyo hotel” – kosmyki czarnych wlosow opadaly im na oczy, a ubrania nie pozwalaly jednoznacznie okreslic plci wlasciciela. Nad glowami widzow fruwaly baloniki z kondomow.

Na scenie jakas kobieta wykrzykiwala cos entuzjastycznie do mikrofonu.

‚”Co ona mowi? ” – spytalem Ronalda.

„Zebysmy przygotowali sie na przyjscie Chrystusa”.

W koncu rozpoczal sie koncert. Na scene wyszla mloda dziewczyna i zaczela spiewac. Mimo iz za jej plecami stala perkusja, muzyka leciala z tasmy. Spiew byl chyba na zywo, ale glowy bym nie dal. Tak czy siak, publicznosc dobrze sie bawila.

Potem nastapila przerwa na kolejne kazanie – Mizo najwyrazniej uwielbiaja publiczne przemowy. Potem znow byla piosenka, i znow kazanie… az w koncu wybila polnoc.

Zwierzeta nie przemowily ludzkim glosem, koncert sie skonczyl, a ja udalem sie na spoczynek, oficjalnie konczac obchodzy Wigilii 2008.

Wszystkim czytelnikom zycze zdrowia i powodzenia w Nowym Roku 2009, i spelnienia marzen.

Rajasthanskie migawki

•Październik 10, 2008 • 9 komentarzy

Bikaner, przygotowywanie jedzenia

Bikaner, nikt sie nie przejmuje zamknietym szlabanem

Deshnok kolo Bikaneru, swiatynia szczurow

Bikaner

Jaisalmer

Jodphur, jazda riksza

Jodphur, „koza z uszami”

Jodphur, pozny wieczor

Jodphur, zwany jest niebieskim miastem

Jodphur, u fryzjera

Jodphur, pan i wladca czasu

Jodphur, fotograficy w akcji

Jodphur, palac Maharajy

Jodphur, wieczorna puja w braminskim domu

Górołazy

•Lipiec 29, 2008 • 4 komentarze

Szukając czegoś na dysku, znalazłem taki oto śmieszny, ale jakże prawdziwy, rysunek (nie mojego autorstwa rzecz jasna):

Po powrocie z Indonezji

•Lipiec 26, 2008 • 4 komentarze

Witam serdecznie!

Więc tak, jakieś dwa tygodnie temu wróciłem z wyprawy do Indonezji, która niespodziewanie zmieniła się w wycieczkę po Tajlandii, Malezji i Indonezji ;).

Bloga niestety nie udało mi się poprowadzić w trakcie wyjazdu – jednak bez laptopa ciężko to idzie, z kolei z laptopem już raczej nie chcę jeździć – niby da się, ale jakoś bez niego jest wygodniej. No i łatwiej się zmobilizować do wyjścia na zewnątrz :).

Pora na krótkie podsumowanie wyjazdu. Udało mi się parę nowych rzeczy zrobić, nauczyłem się nurkować, jeździć na motorze, języka indonezyjskiego. Odbyłem wyprawę do prawdziwej dżungli (na Papui), takiej jak opisują w książkach :). No i parę innych rzeczy.

Ogólnie Indonezja to fantastyczny, a wciąż nieco niedoceniony przez turystów, kraj. Odwiedziłem 4 wyspy (Jawę, Bali, Papuę i Alor), a każda jest zupełnie inna od pozostałych – zarówno kulturowo, etnicznie jak i krajobrazowo. Jakby po różnych krajach się jeździło.

Spróbuję chociaż parę słów na ten temat tu napisać, a na razie, dla zaostrzenia apetytu, kilka zdjęć:

Matka z dzieckiem, plemię Korowajów, Papua

Starszy mężczyzna z plemienia Dani, dolina Baliem, Papua.

Żniwa na Bali

Plaża na wyspie Alor

Połów ryb, Alor

Poskramiacze ognia

•Marzec 30, 2008 • 7 komentarzy

Witam po dlugiej przerwie.

Jak sie zapewne wiekszosc czytelnikow bloga domyslila, nie zniknalem nigdzie tam w Afryce, a po prostu wrocilem do domu – i wtedy, gdy opadly mnie codzienne obowiazki, stracilem wene do pisania bloga. W wyniku prawie polowa mojej wyprawy pozostala nieopisana.

I niestety chwilowo tak pozostanie, zwlaszcza ze znow jestem w drodze – tym razem w Azji poludniowo-wschodniej – za mna juz 2 tygodnie w Tajlandii (ale tym razem Tajlandie potraktowalem bardziej odpoczynkowo, wiec nie bedzie duzo materialu), a przede mna Malezja i Indonezja. Bloga raczej bede prowadzil nieregularnie, bo nie mam tym razem laptopa, ktory ulatwial mi pisanie poprzednio.

Na poczatek zatem kilka zdjec z wyspy Koh Tao – popisy poskramiaczy ognia.

dsc_9024.jpg
 
dsc_8935.jpg
 
dsc_8977.jpg
 
dsc_9050.jpg
 
dsc_9052.jpg