Szybkie zawiadomienie, do wszystkich, którzy sympatyzują ze sprawą Iranu (czy ogólnie prawa do wolności ludzi):
http://img37.imageshack.us/img37/7991/manifa.gif
Archiwum autora dla antekm
Zdjęcia z Ladakhu i Zanskaru
Na mojej stronie www opublikowałem właśnie nową galerię zdjęć z Ladakhu i Zanskaru:
http://mysliborski.art.pl/gallery_sv.php?katId=42
Zapraszam do oglądania, i zachęcam do komentowania
.
Swieta w Mizoram
Kiedy patrzy sie na Aizawl, stolice stanu Mizoram w Indiach, z oddali, ciezko uwierzyc, ze takie miasto jest w ogole mozliwe. Kiedy przyjrzec sie mu z bliska, wrazenie sie tylko poteguje.
Zbudowane jest na szczytach wzgorz tak stromych, ze skonfrontowane, nasze Tatry szybko stracilyby swoja dumna wynioslosc, a Gorale, ktorzy zbudowali Zakopane u ich stop, zawstydzeni uznaliby sie za Ceprow. Bo dopiero Mizo to prawdziwi ludzie gor, doliny zostawiajac dla malarycznych komarow i dzikich zwierzat, sami od wiekow konstruowali swoje osady tak wysoko, jak to tylko mozliwe.
Wiec kiedy przyszlo im zbudowac nowoczesne miasto, zrobili w jedyny sposob jaki znali. W efekcie skrzyzowania w Aizawl sa niemal pionowe, jazda ulicami miasta przypomina przejazdzke kolejka gorska, a do mieszkan wchodzi sie na ostatnim pietrze, i schodzi w dol niczym do piwnic, jednak nawet na samym dole sa okna.
Mizoram to nie Indie. Oczywiscie, w geograficznym sensie to jeden ze stanow tego kraju, ale kulturowo i etnicznie nie ma on zbyt wiele wspolnego z Rajasthanem czy Assamem. Mieszkancy przypominaja z wygladu swoich sasiadow z Birmy czy Tybetu, i niemal w 100% wyznaja chrzescijanstwo. Nie ogladaja filmow bollywoodzkich, nie sluchaja hinduskiej muzyki, jadaja ze smakiem wolowine, wieprzowine, a mlodziez w ubiorze i fryzurze nasladuje raczej styl podpatrzony w koreanskiej telewizji. No i najwazniejsze, nikogo tu nie obchodzi krykiet. Liczy sie tylko football.
Trafilem tu 23 grudnia, prosto w wir swiatecznych przygotowan. Ulicami przewalaly sie tlumy ludzi, robiacych ostatnie zakupy. Z glosnikow saczyla sie “christmasowa” muzyka, stragany udekorowano gwiazdkami i kiczowatymi podobiznami sw. Mikolaja. Na jednym z placykow nawet sprzedawali choinki, a przynajmniej jakies drzewka do nich podobne. Dyskretnie urwalem sobie galazke do udekorowania mojej klitki w hotelu “Imperial”.
Mimo dumnie brzmiacej nazwy, hotel byl obskurny jak rzadko. Moj pokoj z trudem miescil lozko, kreslo, malutki stolik i moj plecak. Na stole lezala Biblia, zas sciany dekorowaly nasmarowane dlugopisem wulgarne obrazki.
W Mizoramie oficjanie obowiazuje prohibicja, nie ma wiec barow. Wszystkie kafejki internetowe okupowane byly przez dzieciaki, mordujace sie wzajemnie w ktorejs z kolejnych mutacji “Quake’a”, w poszukiwaniu jakiejkolwiek rozrywki zatem udalem sie do jedynego w miescie centrum handlowego, jednak dzikie tlumy w srodku szybko wyploszyl mnie na zewnatrz. Tu natychmiast namierzyla mnie grupka licealistow.
“Mister, mozemy sobie zrobic z toba zdjecie?” – spytali.
Po sesji zdjeciowej – musialem pozowac zarowno do zdjec grupowych, jak i do calej serii indywidualnych – jeden z chlopakow spytal mnie:
“A wlasciwie to co tu robisz?”
“Jestem turysta” – odparlem.
“Terrorysta?” – oczy chlopaka zrobily sie okragle niczym spodki filizanek, i wyraznie pobladl, szybko jednak wyjasnilem im roznice.
W drodze powrotnej zaczepil mnie jakis facet, tym razem z pytaniem o to, skad jestem.
“Z Polski” – odpowiedzialem grzecnie.
“Polska? Polska.. A, juz wiem! To w Ameryce Poludniowej!” – wykrzyknal triumfalnie.
“Nie, nie, zupelnie nie. W Eu..” – zaczalem wyjasniac, ale nie dal mi dokonczyc.
“No tak, masz oczywiscie racje. Pomylilem sie, ale teraz juz wiem gdzie. Bardzo blisko Australii” – oswiadczyl tonem nie znoszacym sprzeciwu, wiec tylko przytaknalem:
“Tak, tak.. rzut beretem doslownie”.
Na Wigilie udalem sie do Ronalda, znajomego Shiry i Avidana (o nich przy innej okazji).
Bylem bardzo ciekaw, jak wyglada wieczerza wigilijna w Mizoram. Jakie sa tradycje, jakie sie je potrawy…
Ku mojemu glebokiemu rozczarowaniu, okazalo sie, ze zadne. Wiekszosc Mizo to protestanci, i wigilii jakos specjalnie nie obchodza , a ze tu sie zwykle je wieczorny posilek miedzy 16 a 18, kiedy przybylem, wszyscy byli juz po obiedzie.
Za to zalapalem sie na nabozenstwo. Z poczatku zapowiadalo sie nawet niezle, grali na bebnach i spiewali, i bylo calkiem klimatycznie, ale przestali po 3 minutach. Na mownice wyszedl pastor, i rozpoczal kazanie w jezyku mizo. I mowil przez bita godzine. Nawet miejscowi momentami wymiekali. Coz, jesli komus msze w Polsce wydaja sie nudne, zapraszam do Mizoramu.
Poznym wieczorem Salvation Army organizowala koncert swiateczny, na ktory postanowilem wybrac sie z Ronaldem i jego przyjaciolmi.
Przed ogromnym kosciolem zmontowano scene, przed ktora klebil sie tlum, w wiekszosci mlodych i mniej czy bardziej wstawionych, ludzi. Wiekszosc wygladala jak z teledyskow “Tokyo hotel” – kosmyki czarnych wlosow opadaly im na oczy, a ubrania nie pozwalaly jednoznacznie okreslic plci wlasciciela. Nad glowami widzow fruwaly baloniki z kondomow.
Na scenie jakas kobieta wykrzykiwala cos entuzjastycznie do mikrofonu.
‘”Co ona mowi? ” – spytalem Ronalda.
“Zebysmy przygotowali sie na przyjscie Chrystusa”.
W koncu rozpoczal sie koncert. Na scene wyszla mloda dziewczyna i zaczela spiewac. Mimo iz za jej plecami stala perkusja, muzyka leciala z tasmy. Spiew byl chyba na zywo, ale glowy bym nie dal. Tak czy siak, publicznosc dobrze sie bawila.
Potem nastapila przerwa na kolejne kazanie – Mizo najwyrazniej uwielbiaja publiczne przemowy. Potem znow byla piosenka, i znow kazanie… az w koncu wybila polnoc.
Zwierzeta nie przemowily ludzkim glosem, koncert sie skonczyl, a ja udalem sie na spoczynek, oficjalnie konczac obchodzy Wigilii 2008.
Wszystkim czytelnikom zycze zdrowia i powodzenia w Nowym Roku 2009, i spelnienia marzen.
Rajasthanskie migawki

Bikaner, przygotowywanie jedzenia

Bikaner, nikt sie nie przejmuje zamknietym szlabanem

Deshnok kolo Bikaneru, swiatynia szczurow

Bikaner

Jaisalmer

Jodphur, jazda riksza

Jodphur, “koza z uszami”

Jodphur, pozny wieczor

Jodphur, zwany jest niebieskim miastem

Jodphur, u fryzjera

Jodphur, pan i wladca czasu

Jodphur, fotograficy w akcji

Jodphur, palac Maharajy

Jodphur, wieczorna puja w braminskim domu
Górołazy
Szukając czegoś na dysku, znalazłem taki oto śmieszny, ale jakże prawdziwy, rysunek (nie mojego autorstwa rzecz jasna):



