Witam po dlugiej przerwie.
Jak sie zapewne wiekszosc czytelnikow bloga domyslila, nie zniknalem nigdzie tam w Afryce, a po prostu wrocilem do domu – i wtedy, gdy opadly mnie codzienne obowiazki, stracilem wene do pisania bloga. W wyniku prawie polowa mojej wyprawy pozostala nieopisana.
I niestety chwilowo tak pozostanie, zwlaszcza ze znow jestem w drodze – tym razem w Azji poludniowo-wschodniej – za mna juz 2 tygodnie w Tajlandii (ale tym razem Tajlandie potraktowalem bardziej odpoczynkowo, wiec nie bedzie duzo materialu), a przede mna Malezja i Indonezja. Bloga raczej bede prowadzil nieregularnie, bo nie mam tym razem laptopa, ktory ulatwial mi pisanie poprzednio.
Na poczatek zatem kilka zdjec z wyspy Koh Tao – popisy poskramiaczy ognia.







