KOMUNIKAT SPECJALNY
Nie odchodźcie od odbiorników
Dziś mija dokładnie pół roku od momentu gdy wyruszyłem w swoją podróż. Gdybym postępował zgodnie z pierwotnym planem, powinienem właśnie wracać do domu. No cóż, nie zawsze wszystko wychodzi tak jak sobie człowiek planuje.
W przyszłym tygodniu kończy się moja afrykańska przygoda, ale bynajmniej nie podróż jako taka. Nie wymazujcie jeszcze tego bloga z zakładek, jeszcze przez długi czas będą pojawiały się tu relacje i zdjęcia – zarówno z Etiopii jak i z kolejnych krajów na mojej trasie.
Przy okazji chciałbym podziękować wszystkim tym, co czytają moje relacje i chce im się napisać chociaż kilka słów komentarza – to dla mnie naprawdę ważne. I zachęcam tych co tylko czytają, by skrobnęli też coś czasem.
Dzisiaj zapraszam na kilka zdjęć z klasztoru Debre Damos, które nie zmieściły się w poprzedniej relacji (link do poprzedniego wpisu o Debre Damos).
W zamierzchłych czasach, w szóstym wieku po narodzeniu Chrystusa, Abba Aregawi stanął u stóp wysokiego na niemal trzy tysiące metrów, niedostępnego płaskowyżu.
- Tu założę swój klasztor - zdecydował.
Z nieba wtedy zleciał ogromny latający wąż, i zawiódł go na sam szczyt góry.
Dziś droga na szczyt jest nieco łatwiejsza – jest do dyspozycji lina, są wyrobione stopnie w skale. Ale niewiele więcej się od tamtych zamierzchłych czasów zmieniło.
Mieszkający tu mnisi żyją jak przed setkami lat, nie korzystają z dobrodziejstw współczesnej cywilizacji, wielu z nich nigdy nie opuszcza terenu klasztoru.

Widok na Debre Damos – klasztor znajduje się na szczycie tego płaskowyżu.

Dziś jest nieco łatwiej tu wejść niż w czasach Abby Aregawiego

O poranku młodzi diakoni spędzają czas na nauce

Jeden z księży

Młodzi uczniowie, kandydaci na diakonów

Przed wejściem do kościoła należy ceremonialnie się pokłonić


Starsi księża oglądają z uwagą technologiczny wymysł – lampę naftową – nabyty przez jednego z nich


Kobiety mają wstęp do Debre Damos dopiero po śmierci – jeśli któraś dostąpi zaszczytu bycia pochowaną w tym świętym miejscu

Każdy ksiądz ma swoich młodych pomocników – kandydatów na diakonów – wykonują oni różne prace domowe, jak gotowanie, sprzątanie czy pranie

Rozmowa dwóch starszych księży

Mnisi z zainteresowaniem oglądają aparat cyfrowy

Autor bloga w otoczeniu mnichów (fotografia Filipa)

Filip przekomarzający się z jednym z księży

Abba Gebre, nasz gospodarz

W trakcie obchodów Bożego Narodzenia


Przygotowania do procesji z krucyfiksami



Bębniarze

Następnego dnia zabito siedem byków – po długich tygodniach postu nareszcie można zjeść mięso



fantastyczne zdjecia – zawsze z niecierpliwoscia czekam na Twoje relacje
Pozdrowienia – Kamila
hola Antonio!!!
zdjecia wypas w trampkach!!! plany trzeba zawsze rewidowac… Tylko krowa nie zmienia pogladow!!!
3maj sie!
mp
Co do fotografii:”Autor bloga w otoczeniu mnichów (fotografia Filipa)” – to ja bym powiedział: Drugi od prawej to mnich w otoczeniu turystów z Afryki.
.Świetne zdjęcia , GRATULACJE!
Witam,
)))
szczerze mówiąc to wcale Ci się nie dziwie, że zamierzasz nadal podróżować-szczególnie jak oglądam te wszystkie zdjęcia… W końcu, jak to ktoś kiedyś pięknie ujął “cele w życiu człowieka powinny być jak horyzonty, tak aby osiągając jedne, zawsze widzieć nowe” -( to jeden z moich ulubionych tekstów
Pozdrawiam,
i z ogromną przyjemnością bede śledzić dalsze wpisy i zdjęcia!
do Filipa: skoro wspomniałeś o tych niezliczonych próbach z wodą;-) to cóż… nasuwa się tylko jeden wniosek: Pan fotograf do wymagających należy:-) Całe szczęscie, że nie musiałeś tkwić w tej rzece kilka dni, albo tyg.
Szczęściarze z Was, że mogliście nie tylko dotrzeć, ale i spędzić trochę czasu w Debre Damo, poznać Mnichów i przeżyc- zapewne niezwykłe Święta,a czytając komentarz Antka zmartwiła mnie trochę jedynie ta dyskryminacja w stosunku do kobiet
Cześć.
Zazdroszczę tego, że byłeś świadkiem ceremonii w prawdziwym Ortodoksyjnym Kościele Etiopskim.
Rewelacyjne zdjęcia!
Pokój
Jak zawsze z ogromna przyjemnoscia czytam i ogladam; teraz bedac rowniez na kontynencie afrykanskim.Ciekawe jak latwo wrocisz do polskiej rzeczywistosci…..Z radoscia czekam na dalsze czesci relacji i zdjecia…jak Ty osiagasz tak rewelacyjne swiatlo…..
pozdrawiam
Jagoda
Cieszę się na to więcej:-)))) Czekam na każdy kolejny Twój wpis i zdjęcia. Ostatnio czytałam Twój blog mężowi i zazdrościliśmy Ci, wolny człowieku, że możesz na pół roku ruszyć w świat. Serdeczne pozdrowienia spod Poznania od…
Witaj Antku,
jak zwykle swietne zdjecia! Ciesze sie tez ogromnie, ze przygoda sie nie konczy i ze nadal bedziemy mogli razem z Toba przemierzac swiat i spogladac na niego, no tak, w sumie przez Twoj obiektyw…
A tak w ogole to pozwole sobie zacytowac Kapuscinskiego, tak mi jakos pasuje do kontekstu, choc przyznaje, ze cytat bardziej trafny moglby sie wydawac, gdybys rzeczywiscie swego pierwotnego planu dotrzymal i wyprawe swa zakonczyl ( czego na szczescie jeszcze nie robisz):
” Podroz przeciez nie zaczyna sie w momencie, kiedy ruszamy w droge, i nie konczy, kiedy dotarlismy do mety. W rzeczywistosci zaczyna sie duzo wczesniej i praktycznie nie konczy sie nigdy, bo tasma pamieci kreci sie w nas dalej, mimo ze fizycznie juz nie ruszmy sie z miejsca. Wszak istnieje cos takiego jak zarazenie podroza i jest to rodzaj choroby w gruncie rzeczy nieuleczalenej.”
Cześć Antku! Ja zwykle czytam jedynie wstęp i przeglądam zdjęcia, bo na więcej nie mam niestety aktualnie czasu. Jesteś dla mnie wielką zachętą do może niekoniecznie samotnych, ale na pewno “niezorganizowanych” wypraw. Mam nadzieję, że w końcu uda mi się pojechać choćby do Skandynawii… Pozdrawiam i życzę powodzenia w tej i kolejnych podróżach.
wracaj im szybciej wrócisz tym szybciej wyjedziesz
Dzisiaj po raz pierwszy do Ciebie dotarlem i od razu Twoje zdjecia i opowiesci pochlonely mnie na ponad godzine
Trzymam kciuki!
Hi! Tzn. wracasz do kraju, czy jedziesz dalej? Mama ndzieje, ze to drugie, bo bardzo dobrze mi sie czyta Twojego bloga. I coraz czesciej mysle o tym aby wybrac sie do Afryki. Co do moich zdjec… wiem, ze nie wrzucam za duzo (lenistwo/brak czasu na obrobke) a teraz w Bangladeszu moze byc ciezko z szybkim netem, musze rozejrzec sie po Dhace..
Czesc podrozniku:)
pozd ze wschodu:) ja bym nie mogla az tak dlugo podrozowac;)
za stara jestem:D jestem w drodze dosc krotko;) ale bola mnie juz stare kosci:D
ciesze sie,ze Tobie sie udalo:) i jestes zadowolony
na bloga nie mam czasu bo zrobilismy sobie tutaj w Tajlandii chwile przerwy a polaczenie jest fatalne:( ale jak wrocimy to oczywiscie damy Ci znac czy sie podoba:)
ps. zdjecia sa super!
pozd serd
Marg
Witaj Antonii,
Po cichutku śledziłam Twoją podróż. Jestem pod ogromnym wrażeniem zdjęć i całej pracy jaką włożyłeś w całe przedsięwzięcie. Teraz czekam na jakąś zorganizowaną imprezę razem ze zdjęciami i opowieściami na żywo.
Witam
dzieki za komentarze. Pokazy to za szybko nie nastapia, bo dopiero co dotarlem do Jemenu, z ktorego nie planuje sie zbyt szybko ruszac – w kazdym razie nie do domu
Witam,
Śledzę czujnie Twój blog o paru miesięcy. Lubię podróżować, zwiedzać odległe i egzotyczne dla nas miejsca, spędzać w nich więcej czasu niż przeciętny turysta, ale jednak odrobina tzw. normalnych warunków jest dla mnie niezbędna, tym bardziej więc zazdroszczę Tobie tego, co masz okazję przeżywać.
Przede wszystkim wielki respekt, bo to właśnie do Ciebie czuję, kiedy myślę sobie o takiej podróży.
Pozdrawiam, powodzenia i kontynuuj relację live.
Witaj Antku!
Pewnie do Afryki szybko się nie wybiorę, ale jest tyle miejsc do odkrycia w Polsce i Europie…
Niewiarygodne, że już pół roku jesteś w podróży. Podejrzewam, że Ty ten czas odczuwasz jako całą wieczność (ze względu na zupełnie inne środowisko, ludzi, przygody).
Jesteś inspiracją dla wielu osób i nie wątpie, że ktoś z czytających Twojego bloga pójdzie w Twoje ślady. Ja za każdym razem po przeczytaniu jakiegoś fragmentu zastanwiam się: “Co ja tu jeszcze robie?”
I jak Ty to robisz, że Twoję zdjęcia mają tak fantastyczne kolory?!
Antku dbaj tam o siebie!
Trzymam mocno kciuki za azjatycką część wyprawy!
Pozdrawia serdecznie!
Kasia
Ahoj przygodo !!!
Antek no witaj.
Dobrze ze tu zajrzaem bo wiem ze dotarles do Jemenu. Chwali sie ze dociera sie do celu ktory sie obiera. Pamietaj jednak ze droga jest jak nakotyk i juz nigdy nie ma powrotu jak raz wyruszysz.
Pomimo braku a moze i nadmiaru czas (ale i lenistwa)nie wchodzilem tu za czesto a warto.
Co do zdjeci to widac ze jeszcze czasami robisz tak proste ujecia by pomiedzy nimi zablysnac pojedynczymi kadrami piekna, kompozycji. Moze za duzo nie ma co myslec tylko probowac ukazac to najpiekniej jak widzisz a nie tylko stylistycznie…to takie moje myslenie.
Trzymaj sie i pamietaj ze wdrodze najwazniejszy jest CZLOWIEK.
pozdrawiam
a.
Witaj Antek,
Tu Szymon – mąż Magdy Mejer (jakbyś zapomniał). Piszesz bardzo ciekawe relacje a Twoje zdjęcia podobają mi się coraz bardziej. Trzymaj się zdrowo!