Archiwum dla marzec 2nd, 2007

02
mar
07

Derwisze

Dzisiejszy wpis dedykuję Piotrkowi Ptakowi, który interesuje się tematem sufizmu – mam nadzieję, że zachęci Cię on do odwiedzenia Sudanu (i Afryki) :) .

Przy obrazie islamu ukształtowanym przez współczesne media, wojnę z terroryzmem i najnowszą historię, obrazie skupionym mocno na fundamentalistycznych ruchach i odłamach, sufizm może zaskakiwać. Ta mistyczna tradycja, na pierwszy rzut oka bardziej kojarzy się z buddyzmem niż z radykalnym islamem propagowanym przez wahabistów z Arabii Saudyjskiej, i jako taka nie jest przez wielu z nich uznawana za poprawną. A jednak znalazła sobie mocną pozycję w świecie muzułmańskim, i istnieje już od ósmego wieku, zarówno wśród sunnitów jak i szyitów.

Podstawą sufizmu jest pragnienie osiągnięcia duchowej jedności z Bogiem. Jest to oczywiście ideał, do którego można tylko próbować się zbliżyć. W tym celu stosuje się najróżniejsze praktyki.

Podstawową z nich jest dhikr, czyli uświadamianie sobie Boga. W zależności od konkretnej szkoły sufijskiej, wykorzystuje ona recytacje Koranu i hadisów, śpiew, granie na instrumentach, rytualne tańce czy medytację. Czasem dhikr ma ściśle ustaloną formę, jak w przypadku słynnych tureckich wirujących derwiszy, czasem jest bardzo spontaniczny, jak w przypadku praktyk sufich w Sudanie.

Istotny nacisk kładzie się też na oczyszczenie umysłu z negatywnych emocji i myśli, oraz na miłość Boga i bliźniego, niezależnie od jego pochodzenia czy wyznania.

Ważnym elementem sufizmu jest relacja uczeń-mistrz. Sufi utrzymują bardzo istotne znaczenie obecności nauczyciela, który może uchronić ucznia od zejścia na manowce. Droga sufi nie jest prosta, najeżona jest pułapkami, w które osoba bez odpowiedniej wiedzy i doświadczenia może łatwo wpaść. Ciekaw jestem, czy George Lucas, wymyślając „Gwiezdne wojny” znał filozofię sufizmu.

Kolejnym charakterystycznym aspektem, przynajmniej w sudańskim sufizmie, jest obecność świętych osób, obdarzonych specjalnymi mocami – czasem ujawniającymi się dopiero po ich śmierci. Coś takiego jest nie do pomyślenia dla wyznawców bardziej tradycyjnych odłamów islamu, podobnie jak wzbogacanie modlitwy zaleconej przez Proroka o dodatkowe elementy.

 

Sufizm jest bardzo rozpowszechniony w Sudanie. Może to dzięki niemu tutejszy islam w życiu codziennym ukazuje znacznie łagodniejsze oblicze niż chociażby w sąsiednim Egipcie?

„My nie wierzymy, że wszystko trzeba robić dokładnie tak jak w czasach Proroka, że musimy się ubierać tak jak on i nosić brodę” – tłumaczył mi spotkany w Omdurmanie Sufi. „Wierzymy też, że kobiety są równe mężczyznom. W Sudanie nikt nie widzi problemu np. by kobieta podała dłoń obcemu mężczyźnie.”

Sufi stanowią też często zaplecze dla wysiłków zmierzających do zreformowania islamu, do pogodzenia go ze współczesnym światem i jego wartościami. Niestety, póki co te wysiłki pozostają często niezauważone, zarówno przez świat zachodni jak i przez samych wyznawców.

 

W każdy piątek, w pod-chartumskim Omdurmanie, można być świadkiem obrzędów sufich (zwanych też derwiszami). Niezwykła to ceremonia, na pierwszy rzut oka bardziej się kojarzy z Indiami niż z krajem muzułmańskim. Na placu przed grobowcem jednego z dawnym mistrzów gromadzi się cała plejada ciekawych postaci – od odzianych w białe galabadżije i turbany Arabów, przez ubranych na zielono, w fikuśnych spiczastych czapeczkach derwiszy, po wyglądających bardziej na fanów Boba Marleya niż wyznawców Allaha Murzynów w dredach i kolorowych, krzykliwych i cudacznie wyglądających strojach. Znajdzie się też cały tłumek gapiów, ubranych w najróżniejsze możliwe sposoby, w tym grupka białasów – turystów i pracowników na kontrakcie.

O ustalonej godzinie, krótko przed zachodem słońca, wszyscy ci ludzie formują pochód, który dochodzi do stóp grobowca, po czym zatrzymuje się. Formuje się ogromny krąg, i rozpoczyna się właściwa ceremonia.

Grają bębny, ludzie klaszczą, śpiewają, intonują pochwały Allaha. Niektórzy w takt muzyki kołyszą się w przód i w tył, czasem ktoś zapamięta się w modłach tak, że wyskakuje z szeregu i zaczyna tańczyć szalony taniec, podskakuje, kręci się wokół własnej osi, biega po całym terenie. Nagle gdzieś pośrodku formuje się dwuszereg ludzi zwróconych ku sobie twarzami, wymachując laskami tańczą chodzonego, w przód i w tył. Wszystko sprawia wrażenie niesamowitego chaosu, nikt nie dyryguje tym zdarzeniem, każdy robi to co uzna za właściwe dla duchowego zjednoczenia się z Bogiem.

Robię kilka zdjęć, ale ciężko się tu fotografuje, w panującym ruchu, chaosie ciężko znaleźć jakąś kompozycję, poza tym nie chcę nikogo rozpraszać swoim aparatem – w końcu to wszystko co tu się dzieje wokół mnie to ceremonia religijna, a nie pokaz dla turystów. Jestem tu tylko gościem, muszę więc to uszanować. Oddaję więc komuś aparat, a sam przyłączam się do modlących.

Kołyszę się tak jak ludzie wokół mnie, zaczynam skandować imię Allaha. Co jakiś czas zbliża się obchodzący modlących się człowiek z zapalonymi kadzidłami, wdychamy wtedy święty dym. Po pewnym czasie dociera do mnie coraz mniej z detali otaczającej mnie rzeczywistości, mój umysł koncentruje się całkowicie na tym co robię, na intonacji, na kołysaniu się. Nie wiem ile to wszystko trwa, tracę poczucie upływającego czasu…

W pewnym momencie koniec, przestaje grać muzyka, przestajemy się kołysać, intonować, następuje nagły powrót do rzeczywistości. Rozglądam się wokół siebie, wszystko wraca do normalności. Ale czuję, że przeżyłem coś niezwykłego, na pewno do zjednoczenia się z Bogiem daleka droga przede mną, ale coś poczułem. Nie umiem tego określić, nazwać, ocenić. I nawet nie próbuję.

Podchodzą do mnie różni ludzie, pytają o wrażenia, wyjaśniają różne sprawy, zachęcają, bym przyjął islam i został sufim. Nie decyduję się na to, ale wiem, że z pewnością ci ludzie są w posiadaniu jakiejś niezwykłej wiedzy, i mógłbym się od nich wiele nauczyć.

Zdjęcia już się kiedyś pojawiły u mnie na stronie, ale teraz będą bardziej w kontekście.

Przed właściwą ceremonią odbyły się pokazy gry i tańców

Uczestnicy ceremonii

Jeden z tańców w trakcie głównej części

Człowiek ze świętym dymem