W przekonaniu wielu osób podróże, zwłaszcza egzotyczne, są niesamowicie drogie, i trzeba być niezmiernie bogatym człowiekiem, by sobie na nie pozwolić. Gdy w pracy oznajmiłem swój zamiar wyjechania na tak długi czas do Afryki, dostrzegłem pewną podejrzliwość w oczach moich współpracowników – zapewne przez ich głowy przebiegła myśl: „Ile on do cholery zarabia? Muszę iść do szefa po podwyżkę”.
Łatwo to zrozumieć, gdy przejrzy się katalogi biur podróży – nawet kilkutygodniowa wycieczka w po egzotycznym kraju kosztuje niesamowitą forsę. Tymczasem gdy pojedzie się na własną rękę, jeździ lokalnym transportem, śpi w małych hotelikach przeznaczonych głównie dla miejscowych i je w przydrożnych jadłodajniach, można taki wyjazd zorganizować za relatywnie niewielkie pieniądze, ułamek kwoty jaką by kosztował zorganizowany wyjazd.
Tak zawsze jeździłem, jeszcze za czasów studenckich, tak odbywa się moja obecna wyprawa. Nieraz warunki są ciężkie, hotele często są mało komfortowe, o transporcie już nieraz pisałem. Ale te wszystkie mankamenty stają się nieistotne w zderzeniu z faktem, że tu jestem, że widzę to wszystko co widzę, przeżywam te wszystkie przygody.
Wiele osób jeździ w ten sposób – jest to całe środowisko „plecakowców”, którzy nie czekając aż się dorobią na stare lata, ze stosunkowo niedużą kasą w kieszeni, nie zważając na niewygody, ruszają w drogę. I to jest super pozytywne zjawisko.
Ale droga plecakowca nie jest wolna od pułapek. Szalenie łatwo przegiąć, stracić z oczu właściwy cel tej zabawy, jakim jest możliwość dotarcia do danego miejsca, przeżycia przygody, poznanie ciekawych ludzi, fajne spędzenie czasu – przy ograniczonych środkach, a skupić się na celu zupełnie nieistotnym i w gruncie rzeczy nieracjonalnym – wydaniu jak najmniejszej ilości pieniędzy. Za wszelką cenę.
Nieracjonalnym, bo przecież najłatwiej go osiągnąć w ogóle nie wyjeżdżając. A tu ten nasz plecakowiec wyjeżdża, i zaczyna się tak zachowywać, jakby chciał zminimalizować skutki swojej pochopnej decyzji. Dotyka go swoista choroba, nazwijmy ją roboczo „syndromem chorobliwej oszczędności” lub w skrócie SChO. Dla ułatwienia dalszych rozważań plecakowca nią dotkniętego będę nazywał „chorobliwie oszczędnym plecakowcem” – lub ChOP.
Opiszę więc, ku przestrodze, pokrótce różne symptomy tej straszliwej choroby.
Pierwszym stadium SChO jest wybieranie zawsze najtańszej opcji – niezależnie od tego jak podły jest, ile w pokoju gnieździ się pluskiew, karaluchów, szczurów i innego paskudztwa, jak bardzo niedobrze się robi po wejściu do ubikacji, ChOP zawsze wybierze najtańszy hotel w mieście. Nawet jeśli drzwi w drzwi sąsiaduje z nim przytulny, czyściutki pensjonacik, jeśli jest droższy choć o dolara – odpada z marszu. Czynnikiem pozwalającym ocenić, czy mamy już do czynienia z SChO czy ze zwykłą praktyką budżetowego podróżowania (niestety rzadko plecakowców stać na najlepsze hotele, a często stać tylko na naprawdę kiepskie) – jest niezwracanie uwagi na bezwzględną cenę – jeśli liczy się tylko fakt bycia najtańszym hotelem, a nie to, czy jego cena mieści się w jakimś założonym budżecie – to jest to sygnał alarmowy.
Podobna sytuacja dotyczy jedzenia – jeśli ktoś je na ulicznym stoisku bo mu tam jedzenie smakuje, to wszystko w porządku. Ale jeśli ktoś przez cały wyjazd żywi się falafelami, których nie znosi (ew. których ma dość) a nie pójdzie do nieco droższej, ale wciąż taniej knajpki na doskonały obiad, to już ma powód do namysłu.
Warunkiem koniecznym, by uznać dane zachowanie za skutek SChO jest to, że wybrana opcja wcale ChOP-owi nie sprawia przyjemności, a lepsza – ale droższa – alternatywa istnieje i mieści się w zasięgu jego możliwości finansowych.
Drugim stadium SChO jest negacja. W celu zaoszczędzenia pieniędzy ChOP rezygnuje z różnych rzeczy. Przyjedzie do Agry ale Taj Mahal obejrzy przez płot. Nie pójdzie na piwo wieczorem, mimo iż jest szalenie gorąco i przydałoby się przepłukać gardło. Nie przejedzie się na słoniu bo za drogo. Znów charakterystycznym jest fakt, że na to wszystko obiektywnie ChOP ma pieniądze i ochotę, zwycięża po prostu chęć zaoszczędzenia.
Trzecim, już poważnym stadium, jest agresja i egzaltacja. Oszczędzanie zaprząta głowę ChOP-a w tym stopniu, że ciężko jest mu myśleć o czymkolwiek innym. Robi się agresywny – każdy tubylec w jego oczach staje się potencjalnym naciągaczem i oszustem, zawarcie każdej transakcji – wynajęcie pokoju w hotelu czy taksówki – walką o uzyskanie korzystnej ceny, grą o sumie zerowej, w której musi być wygrany i przegrany, każdy żebrak – niezależnie w jak nędznej sytuacji – zamachowcem na jego pieniądze. ChOP w tej fazie z pogardą patrzy na innych turystów, frajerów, którzy zapłacili za coś więcej niż on. W każdych negocjacjach minimum, o które walczy, jest cena dla miejscowych, ale satysfakcję przynosi dopiero cena niższa. W tej fazie choroby ChOP nie powstrzyma się od stosowania brudnych sztuczek – wślizgnie się do muzeum bez biletu, posłuży się sfałszowaną legitymacją studencką w pociągu, rzuci taksówkarzowi mniejszą kwotę niż umówiona i oddali się szybkim krokiem czy w skrajnym przypadku umknie cichcem z hotelu bez zapłacenia. Oczywiście zawsze znajdzie sobie wytłumaczenie – rząd jest drański, bilet za drogi, taksiarz żądał za dużo, hotel nie był wart swojej ceny.
Jeśli ChOP pisze relację ze swojego wyjazdu w Internecie, łatwo rozpoznać trawiącą go chorobę. Większość bloga zajmuje bowiem opis toczonych przez ChOP-a bojów – udanych i nieudanych negocjacji, prób oszustwa z jednej i z drugiej strony, wypisy wszystkich możliwych cen. Jeśli za coś ChOP zmuszony został zapłacić (przynajmniej w jego mniemaniu) niesprawiedliwą cenę, nawet jeśli chodziło o przepłacenie 20 groszy za herbatę, lament z tego tytułu zajmie przynajmniej pół strony.
SChO to straszna choroba. W zaawansowanym stadium może całkowicie zabić przyjemność z podróży, uniemożliwia spojrzenie na otaczającą rzeczywistość przez jakikolwiek inny pryzmat niż wydawanych pieniędzy.
Strzeżcie się więc bracia i siostry plecakowcy, nie dajcie się jej złapać! Bo szalenie łatwo wpaść w jej sidła. I jest okrutnie zaraźliwa!!








































































